piątek, 18 lutego 2011

Kot a dzieci.


Kot jeden czy więcej?

Coraz częściej spotyka się w domach dwa i więcej kotów.
I bardzo dobrze!
Wbrew powtarzanym od dawna poglądom - kot nie jest samotnikiem. Co prawda nie poluje w stadach, ale wystarczy popatrzeć na koty wolnożyjące.
Jeśli tylko mają pod dostatkiem pokarmu - trzymają się blisko, często jedne kotki pomagają wychowywać innym kocięta, które później radośnie się bawią z kociakami jeszcze innej kotki. Jedynie dorastające kocurki są przeganiane ze stada przez dominujące i dorosłe kocury, jako potencjalni rywale.
Obowiązują zasady takie jak w normalnych stadach, u zwierząt żyjących gromadnie! Kot który będzie od maleńkości sam - zostanie samotnikiem. Ale nie dlatego że tak chce - on po prostu nie będzie znał innego życia. Co wcale nie znaczy że będzie szczęśliwy.
Jakiekolwiek zwierzę żyjące w naturze stadnie, oddzielone od tego stada i wychowane przez człowieka samotnie - nie zaakceptuje łatwo przedstawiciela swojego gatunku na swoim terenie.
Dlatego - paradoksalnie, przyniesienie takiemu dorosłemu, pełnego nawyków kotu nowego towarzysza - może go wcale nie uszczęśliwić - dlatego należy to robić ostrożnie. Ja mam obecnie cztery kotki i mogę to powiedzieć z całą pewnością - koty uwielbiają towarzystwo.

Samotny kot przesypia większą część dnia, a przez pozostałą albo siedzi i patrzy się w okno, albo namawia właściciela do zabawy, na którą ten nie zawsze ma czas lub ochotę.
Moje kotki masę czasu spędzają na zabawach, podchodach, okazywaniu sobie czułości.
Jedna kocica czymś się zainteresuje - od razu pędzą pozostałe i zaczyna się zabawa. Naprawdę - aż miło na to popatrzyć :). Wiele osób się obawia że w takiej sytuacji kot będzie im mniej oddany. Po pierwsze - jest to bardzo snobistyczne podejście do sprawy. Po drugie - zupełnie mylne. Moje kotki jak były wylewne - tak są.
A nawet bardziej. Wspólne zabawy i gonitwy zaspokajają ich potrzebę ruchu, ale jednocześnie gwarantują doskonałą kondycję. Gdy się włączam do igraszek - ja często jestem wykończona gdy one właśnie zaczynają się najlepiej bawić. Poza tym - człowiek, choćby się najbardziej starał - nigdy nie będzie potrafił dać kotu tego co inny kot.
Dlatego ja każdego namawiam na posiadanie co najmniej dwóch kotów. Zwierzęta nie czują się samotne podczas naszej nieobecności, a patrzenie na wspólne czułości dwóch kotów - jest cudownym widokiem.
Paradoksalnie - obecność dwóch kotów w domu wcale nie wiąże się z drastycznym zwiększeniem obowiązków - wręcz przeciwnie. Sam kot się nudzi - zdarza mu się z tego powodu niszczyć różne przedmioty lub bywa agresywny. Domaga się też od człowieka ciągłych pieszczot.
Lub przeciwnie - popada w marazm i spędza dnie i noce na spaniu. Owszem, jest to wygodne dla człowieka, ale pamiętajmy - kot to nie zabawka! Nie można go odstawiać na półkę gdy nie mamy czasu się nim interesować. Jak bardzo różni się byt samotnego kota od kotów żyjących w stadkach, choćby dwuosobowych - można to zobaczyć idąc do kogoś kto ma takowe. Różnica jest diametralna.
Najlepiej jest brać od razu dwa młode koty wtedy nie ma problemu ze wzajemnym zaakceptowaniu się zwierząt. Jeśli zdarza nam się np. wzięcie kota ze schroniska lub ulicy - też warto jest pokusić się o zaadoptowanie od razu drugiego.

Niestety, kot który przez jakiś czas będzie sam - może później nie tolerować innego kota na swoim terenie i trzeba będzie bardzo się starać by to nastawienie zmienić.
Ale to daje się zrobić. Najlepiej jest nowego kota na początku postawić w zamkniętym kontenerku, tak by rezydent miał do niego dostęp ale nie mógł go skrzywdzić. I należy zaobserwować reakcję. Jeśli kończy się na zaciekawieniu, syczeniu i demonstracjach siły - można pokusić się o otwarcie kontenerka.
Jednak cały czas należy mieć sytuacje pod kontrolą. Bardzo rzadko zdarza się by dwa koty tak od razu zaatakowały się, tym bardziej jeśli spotkanie ma miejsce w pokoju gdzie jest sporo miejsca. Najprawdopodobniej na początku będziemy mieli okazję zobaczyć cały pokaz siły i dominacji z obydwu stron.
Jeśli nowy kot okaże się spokojnym i układnym - najczęściej wkrótce przystępuje do zwiedzania mieszkania co rozładowuje napięcie, choć jeszcze przez kilka dni można spodziewać się syków i zjeżonej sierści gdy oba koty się spotkają.

Ludzie często wpadają w panikę, oddzielają od siebie koty lub ciągle im przeszkadzają. To wielki błąd. One MUSZĄ się dogadać. Zrobią to tym szybciej im mniej będziemy się wtrącać. A wcale syczenie i grożenie nie jest oznaką tego że jeden kot chce drugiego ukatrupic! :)
To po prostu mowa ciała kota - rezydent mówi że to jest jego teren i nowy ma się wynosic lub być uległy.
Nowy nie zawsze się z tym zgadza więc przedstawia swoje racje. Dlatego jeśli koty się jawnie nie kotłują w walce - nie przeszkadzajmy im, nie krzyczmy. Jeśli chcemy być swiadkami zapoznawania - po prostu siedźmy cicho lub po prostu - prowadźmy normalne życie. I nie przejmujmy sie sykami i stroszeniem sierści - ten etap po prostu trzeba przeczekać.
Jeśli widzimy że sytuacja robi się gorąca - np. jeden kot zapędził, być może nieumyślnie, drugiego w kąt i tamten nie mogąc uciec szykuje się do walki - wtedy nie róbmy rwetestu. nie rozdzielajmy na siłę kotów. Doskonałym wyjściem jest zawołanie ich na jedzenie (na większość kotów doskonale to działa) lub przejście między nimi, ot tak - mimochodem.
To zwykle wystarcza do rozładowania atmosfery i pozwala odejść z honorem kotu który czuje się słabszy.

Czasem, szczególnie przy wprowadzaniu nowego do domu gdzie jest już dorosły kot - mogą wywiązać się walki, lub któryś z kotów jest zbyt uległy i pozwala się kompletnie zastraszyć.
W takim wypadku trzeba to zapoznawanie przeprowadzac stopniowo - nowy powinien być zamkniety w jakims pokoju i wypuszczany tylko na trochę, pod ścisłą kontrolą. To może troszkę potrwać, ale zwykle daje dobre rezultaty.

Wszystkich tych problemów można uniknąć decydując się od razu na dwa koty. Kociaki które wspólnie dorastają zwykle są związane bardzo bliską więzią.
Jeśli chemy wziąć dwa dorosłe, nieznające się koty - idealnie będzie jeśli sprowadzimy je do domu tego samego dnia. Wtedy żaden z kotów nie będzie rościł sobie praw do terenu, a stres związany z nowym miejscem skutecznie wybije im z głów wszelkie awantury.

Jednakże, nawet jeśli mamy jednego, dorosłego kota - mysle że zawsze warto sprawić mu towarzystwo. Jeśli obawiamy się reakcji - mozna to sprawdzić zapraszając do domu z wizyta innego kociarza z jego zwierzakiem.
Zreszta takie wczesniejsze wizyty innego, towarzyskiego kota są doskonałą terapia przygotowującą dorosłego, samotnego kota na nowego kolegę.
Pojmuje on że nie jest jedynym kotem na świecie, a poza tym przyzwyczaja się do tego że nowy kot przychodzi i odchodzi - dlatego nie będzie dla niego takim szokiem nagłe pojawienie sie obcego kota który pozostanie w jego domu już na zawsze.
                                                   Kot a dzieci
Jeśli w domu są małe dzieci, to przed wprowadzeniem do niego nowego domownika, musimy wytłumaczyć im że kot to nie zabawka i potrafi to udowodnić.
W przeciwieństwie do większości psów które pozwalają się maltretować przez dzieci, koty jeśli nie mają drogi ucieczki potrafią dotkliwie podrapać - trzeba być tego świadomym. Jeśli maluch często ubiera zwierzaka w ubranka, ciągnie za ogon i głośno przy tym krzyczy, to wywołuje w kocie niechęć do siebie a nawet panikę - i po pewnym czasie będzie on uciekał jak najdalej od małego Pawełka, a złapany nie zawaha się użyć zębów i pazurów. Dziecko powinno nauczyć się bezpiecznych zabaw z kotem, są to np. rzucanie sztucznej myszki lub papierka na nitce. Jeśli kot jest zrównowazony i ogólnie nie wykazuje agresji a dziecko nie jest zbyt natarczywe wobec zwierzęcia- można pokusić się o pozostawienie mu dowolności w wychowaniu małego człowieka w szacunku do zwierząt :)
Ludzkie dzieci szybko uczą się języka kotów. Jednak musi być to prowadzone pod kontrolą.

Powszechnie wiadomo że dzieci dorastające wśród zwierząt są bardziej wrażliwe, pełne zrozumienia i uczuć.
Dlatego nie należy im zabraniać tych kontaktów. Oczywiście kot nie może w domu służyć jako przedmiot dydaktyczny, powinien być pełnoprawnym członkiem rodziny. Zadaniem dorosłych jest dopilnowanie bezpieczeństwa obu stron. Jeśli do domu w którym jest kot trafia niemowlę powinniśmy wykazać się delikatnością i wyczuciem.
Zwierzę na pewno będzie zainteresowane płaczącym zawiniątkiem. Pierwszą czynnością jaką wykonamy powinno być pokazanie mu jego zawartości i pozwolenie na dokładne obwąchanie.
Przez pewien czas nie należy pozostawiać sam na sam dziecka i kota, a w czasie kontaktu obserwować zachowanie zwierzęcia. Jeśli nie wykazuje agresji ani zbytniego zainteresowania to sytuacja została opanowana.

Niedowiarków twierdzących że w domu gdzie są dzieci nie powinno być kotów - zapraszam na stronkę: http://koty.underley.eu.org .




Kąpiel kota.


Poza pewnymi sytuacjami nie ma żadnej potrzeby kąpania kota.
A takimi sytuacjami są:

·  dbanie o sierść kota pół i długowłosego, szczególnie w przypadku zwierząt wystawowych
·  zanieczyszczenie czymś czego kot nie powinien sam z siebie usuwać lub gdy nie może tego zrobić
·  choroba, np. grzybica lub inwazja pasożytów skórnych
·  alergia właściciela który nie chce się rozstać ze swoim futrzastym przyjacielem
·  rehabilitacja w wodzie po urazach
·  chłodna "kąpiel" w sytuacji poparzenia lub udaru cieplnego.
W innych sytuacjach kąpiel nie jest koniecznością a często jest wręcz przeciwwskazana, tym bardziej że dla wielu kotów kąpiel oznacza wielki stres.
Zdrowy, krótkowłosy kot bardzo skutecznie dba o czystość swojego futerka a niepotrzebne kąpanie bardziej mu szkodzi niż na coś się przydaje.
Istnieją koty które wodę bardzo lubią - ale nawet one nie będą zachwycone kąpielą w szamponie. Dla innych kotów ta czynność jest wybitnie przykra.

Alternatywą do kąpieli wodnej mogą być specjalne "suche szampony". Są one skuteczne do oczyszczenia sierści z nadmiaru naturalnego tłuszczu, ale w przypadku konieczności oczyszczenia kociego futerka z zanieczyszczeń "zewnętrznych" najskuteczniejsza mimo wszystko będzie kąpiel w wodzie.

Przygotowując kąpiel dla kota należy zaopatrzyć się w:

·  ciepłą wodę, ani za zimną ani zbyt ciepłą. Najlepiej gdyby wodą była już nalana np. do wanny w odpowiedniej ilości (powinno jej być sporo, tak by stojącemu kotu sięgała do klatki piersiowej) - wyjątkiem jest sytuacja gdy kota należy wykąpać w szamponie leczniczym.
·  ręcznik
·  szampon właściwie dobrany, w przypadku kotów rasowych pól i długowłosych - szampon przeznaczony dla tej konkretnej rasy. Na szamponie nie należy oszczędzać i powinno się kupić nie najtańszy ale jednak postawić na firmę. W innym wypadku kot może dostać silnego podrażnienia spojówek lub alergii skórnej. Można też zafundować mu przesuszenie sierści. Dobre szampony to nie tylko detergent (łaskawy dla kota) ale i substancje pielęgnujące skórę i sierść.
·  jeśli kot na to pozwoli - suszarka do włosów
·  osoba do pomocy - jeśli jest taka możliwość

Wcale nie jest tak że każdy kot w czasie kąpieli zmienia się w potwora ;)
Wszystko zależy od wyczucia i od zastosowania właściwej metody oraz ograniczenia kociego stresu do minimum. Dlatego w większości przypadków bardzo wskazany jest udział dwóch osób podczas kąpieli gdyż jednej osobie trudno jest kota jednocześnie trzymać i go namydlać a kot tylko czeka na okazje żeby się wyrwać.
Dla wielu kotów bardzo stresujące jest rozpoczęcie ich polewania wodą - dlatego najlepiej jest wstawić kota do już napełnionego naczynia - najlepiej wanny, brodzika - a więc takiego z którego wodę można w międzyczasie wypuścić bez przemieszczania kota.
W pierwszym momencie kot może i zapewne będzie się buntować, ale przytrzymany stanowczo, powinien się uspokoić. Gdy to już nastąpi można przystąpić do moczenia kota - najlepiej mówiąc coś do niego i polewając dłonią. Jeśli jest taka możliwość - należy omijać głowę.
Gdy kot jest już całkiem namoczony - należy potraktować go szamponem a wodę wypuścić.
Podczas namydlania należy omijać kocie uszy, oczy, nos. Odczekać chwileczkę i dokładnie kota opłukać - w tym wypadku należy już skorzystać z wody bieżącej ponieważ bardzo ważne jest usunięcie z sierści detergentu.

Gdy kot jest już wykąpany bardzo ważne jest jego osuszenie gdyż kocia sierść, szczególnie ta przedłużona lub gęsta, schnie długo a koty się łatwo wyziębiają. Niektóre koty pozwalają dosuszyć się suszarką - ale większość znosi bardzo źle taki zabieg.
Jeśli kot nie chce suszarki - najlepiej jest go zawinąć ściśle w chłonny ręcznik i pozwolić mu wchłonąć wodę z sierści.
Oczywiście w mieszkaniu musi być ciepło i bez przeciągów.
Jeśli kot pozwala na skorzystanie z suszarki - wtedy należy suszyć go z dużej odległości, tak żeby nie poparzyć zwierzęcia.

Pierwsza kąpiel jest szczególnie trudna gdyż i kot jest przestraszony, nie wie co się dzieje - ale i właściciel nie zna reakcji kota.
Dlatego powinien go uważnie obserwować, zapamiętywać co sprawia kotu szczególną przykrość a co wręcz przeciwnie - jest znoszone ze spokojem.
I przy następnej kąpieli skorzystać z tej wiedzy.
Należy też pamiętać że im mniej stresu będzie kota kosztowała pierwsza kąpiel, tym spokojniej podda się następnej.
Powodzenia :)

Rośliny trujące dla kotów

Często właściciele kotów nie zdają sobie sprawy że tak niewinna rzecz jak roślinka w doniczce czy imieninowy kwiatek w wazonie mogą okazać się śmiertelnie groźne dla ich ulubieńca. Wiele kotów uwielbia obgryzać wszelkie dostępne części roślin, niektóre koty robią to bardzo rzadko, niezauważalnie dla opiekuna. Podstępność toksyn roślinnych polega na tym że często nie dają objawów od razu - wszystko wygląda normalnie, kot się dobrze czuje, aż nagle jego stan ulega gwałtownemu pogorszeniu a dokładne badania pokazują że nieszczęsne zwierze ma nieodwracalnie uszkodzone nerki i wątrobę. Inne rośliny mogą spowodować silne poparzenie pyszczka i dróg pokarmowych.

Dlatego - decydując się na wzięcie pod swoją opiekę kota - musimy podjąć również decyzję o pozbyciu się z domu niebezpiecznych dla niego roślin doniczkowych. Musimy również uważać na rośliny cięte - one również często są bardzo toksyczne. Nie można zakładać że kot który nigdy roślin nie obgryzał - nigdy tego nie zrobi. Bo może go to kosztować życie.

Lista roślin trujących dla kotów jest długa - głownie dlatego iż koty są bardzo wrażliwe na substancje toksyczne.

Poniższa lista została udostępniona przez autorkę strony: http://www.cats.alpha.pl/

Rośliny dekoracyjne służące do ozdabiania np. bukietów.

Amaryllis sp.- amarylis, amarylek
Celastrus sp. - dławisz, słodkogorz
Chrysanthemum sp. - chryzantema, złocień
Colchicum autumnale - zimowit jesienny
Euonymus japonicus - trzmielina japońska
Euphorbia milii - wilczomlecz
E. pulcherrima - poinsecja
Helleborus niger - ciemiernik
Ilex sp. - ostrokrzew
Phoradendron sp. - jemioła
Solanum pseudocapsicum - ozdobna odmiana wiśni

Powszechnie hodowane rośliny doniczkowe

Alocasia sp.
Aloe vera - aloes
Azalea sp. - azalia
Diffenbachia sp. - diffenbachia
Dracaena - dracena, smokowiec
Fikusy
Geranium
Hydragea sp. - hortensja
Hedera helix sp. - bluszcz pospolity (wiele jego odmian)
Ligustrum sp. - liguster
Narcissus sp. - narcyz
Nicotiana sp. - tytoń ozdobny
Philodendron sp. - filodendron
Rhododendron Ficus sp. - różanecznik, rododendron

Rośliny ogrodowe i dziko rosnące

Abrus precatorius
Actaea spicata - czerniec gronowy
Allium sp. - czosnek
Parthenocissus quinquefolia - dzikie wino
Atropa belladonna - pokrzyk wilcza-jagoda
Aconitum sp. - tojad
Aesculus hippocastanum - kasztanowiec zwyczajny
Arisaema triphyllum - obrazkowiec
Awokado
Kwiaty cebulkowe takie jak tulipan, hiacynt, irys
Buxus sp. - bukszpan
Cestrum nocturnum
Clematis virginiana - powójnik wirginijski
Conium maculatum - szczwół plamisty
Convallaria majalis - konwalia majowa
Cyclamen sp. - fiołek alpejski, cyklamen
Daphne mezereum - wawrzynek wilczełyko
Datura sp. - bieluń
Delphinium - ostróżka
Descurainia pinnata
Digitalis purpurea - naparstnica purpurowa
Dicentra cucullaria - biskupie serduszka
D. spectabilis - ładniszka okazała, dicentra
Ipomea purpurea
Hydrangea sp. - hortensja
Kalmia latifolia - kalmia wielkolistna
Laburnum sp. - złotokap
Lantana camara
Lathyrus sp. - groszek
Ligustrum vulgare - ligustr pospolity
Liliaceae - liliowate
Lobelia sp. - lobelia
Lupinus sp. - łubin
Solanum lycopersicum - pomidor (tylko część pnąca jest szkodliwa)
Melia azedarach
Grzyby - wszystkie gatunki mogą stanowić potencjalne zagrożenie
Narcissus sp. - narcyz
Nerium oleander - oleander
Papaver sp. - mak
Parthenocissus quinquefolia - winobluszcz pięciolistkowy
Physalis sp. - miechunka
Phytolacca americana - szkarłatka amerykańska
Primula - pierwiosnek
Prunus sp. - wiśniowate (wiele odmian, m.in. dzika wiśnia, morela, brzoskwinia...)
Ranunculus sp. - jaskier
Rheum rhaponticium - rabarbar
Ricinus communis - rącznik pospolity
Robinia pseudoacaria - robinia akacjowa, grochodrzew
Sambucus nigra. - bez (jagoda bzu czarnego)
Sanguinaria canadensis
Solanaceae - psiankowate (np. ziemniak ale również bieluń)
Taxus sp. - cis - cała roslina
Triglochin maritimum - świbka morska
Rhus toxicodendron L. - czyli sumak jadowity
Urtica sp. - pokrzywa
Veratum viride - ciemiężyca
Wisteria sp. - słodlin, glicyna, wisteria
Ziarna jabłek (nasiona)
Fakt że dana roślina znalazła się na tej liście wcale nie oznacza że jej zjedzenie jest dla kota śmiertelne. Jednak - może być. Stopień toksyczności danej rośliny dla każdego kota jest różny. Jedne powodują wymioty, inne podrażnienie śluzówek które się z nimi zetkną - a jeszcze inne - śmierć w kilka godzin. Po prostu - należy unikać kontaktu kota z wymienionymi wyżej roślinami gdyż nie jest on dla tych zwierząt wskazany i bezpieczny.

Wybór płci i zapobieganie ciąży kota.


O ile kot nie pojawi się w naszym domu niespodziewanie, powinniśmy przemyśleć sprawę płci nowego domownika.
Koty i kotki różnią się w pewnych granicach zachowaniem, oraz dostarczają różnych specyficznych problemów - związanych głównie z ich seksualnością. Nie jest to jednak regułą, oczywiście każdy kot jest wielkim indywidualistą i jest niepowtarzalny w swoim charakterze oraz zachowaniu. Znam wiele domowych kotów i żaden nie przypomina innego, jednakże przeważnie widać różnice w zachowaniu i wyglądzie kotek i kotów.

Kocurki są zazwyczaj większe i dorodniejsze niż ich partnerki i, o ile nie zostaną wykastrowane zbyt wcześnie, mają charakterystyczny "samczy" wygląd. Oczywiście nie jest to żadną regułą :)
Bywają bardzo masywne kotki, bywają szczuplutkie, delikatne kocurki.
Kotki są bardziej smukłe i gibkie. Kotki bywają też bardziej łowne i niezależne. Ale od razu zaznaczam - nie ma w tej dziedzinie żadnych sztywnych zasad ;).
Jest nawet takie powiedzenie: regułą w przypadku kotów jest to, że nie ma żadnych reguł ;)

Gdy ktoś jest zdeklarowanym przeciwnikiem kastracji - powinien mieć świadomość że nie wykastrowany kocur poza zwyczajem znaczenia może mieć niczym nie prowokowane ataki agresji - z powodu nie wyładowanego temperamentu seksualnego. I w takiej sytuacji cierpi kot, cierpi też jego człowiek. W imię "dobra kota".
Taki kocur może być wręcz niebezpieczny - co oczywiście nie jest jego winą.
U kotki łatwiej znieść objawy jej seksualności, są też środki chemiczne które w tym pomagają. Ale to służy wyłącznie naszej wygodzie i uciszeniu sumienia - środki te są bardzo szkodliwe i często prowadzą do groźnych schorzeń które kończą się poważnymi operacjami lub nawet utratą życia.
Z rozmów ze znajomymi lekarzami weterynarii wynika, iż gdyby tak bardzo nie kochali zwierząt to każdemu właścicielowi kotki polecaliby środki hormonalne. Oznacza to ciągły zysk, a kotka prawdopodobnie i tak, wcześniej lub później wyląduje na stole operacyjnym, tyle że operacja usunięcia guzów lub ropomacicza jest o wiele poważniejsza i droższa.

Dlatego przy podejmowaniu decyzji o płci naszego przyszłego kota powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na zachowania seksualne tych zwierząt. Otóż kocury mają bardzo nieprzyjemny zwyczaj znaczenia wszystkiego swoim mocno woniejącym moczem. Utrudnia to życie wszystkim domownikom, nie wspominając o znajomych którzy nas zechcą odwiedzić.
Biorąc do domu samca musimy liczyć się z tym iż albo przeprowadzimy odpowiedni zabieg, albo będziemy znosić bardzo przykry zapach oraz, w czasie występowania rui u kotek, głośne krzyki i tęskne spojrzenia na okno i drzwi.

Z kotkami też nie jest łatwo; mają ruję ok. dwa razy do roku, ale pod warunkiem że są one pokrywane i zachodzą w ciążę.
Kotki trzymane w domu mogą mieć ruję wiele razu w roku, przerywaną tylko kilkoma dniami spokoju, zdarzają się też ruje ciągłe trwające kilka miesięcy.
Mając kotkę musimy zdecydować się na jedno z dwóch rozwiązań: podawanie środków hormonalnych (nie polecam, chyba że na krótki okres czasu lub gdy stan zdrowia wyklucza zabieg) lub przeprowadzenie zabiegu.
No chyba że chcemy dochować się stada kotów których nikt nie będzie chciał - nie łudźmy się że na takie malutkie, śliczne kocięta zawsze się znajdzie chętny. Nie znajdzie się. Szczególnie jeśli będzie nam zależało na dobrych opiekunach. Kotów jest zbyt wiele.

Inaczej sprawa ma się z kotkami rasowymi, na których potomstwo mamy chętnych.
Ale i tak, przy wielkiej liczbie wałęsających się i bezdomnych kotów, każda decyzja o powiększeniu kociej rodziny powinna być głęboko przemyślana i podjęta z pełną odpowiedzialnością.
W innym przypadku świadczy o zupełnym braku tejże odpowiedzialności.

W tym tekście często przewijał się problem kastracji.
Przy dzisiejszym stanie wiedzy jest to zabieg całkiem bezpieczny i mało obciążający dla organizmu, a przynoszący wiele pożytku.
U kocurów eliminuje zwyczaj znakowania terenu moczem, zmniejsza skłonność do wałęsania się, znosi popęd płciowy, a także nie istnieje już wtedy ryzyko wystąpienia chorób jąder i prostaty.
Kotka po zabiegu jest całkowicie bezpłodna i nie ma rui.
Zapobiega się także powstawaniu wielu groźnych chorób np. guzów jajników, macicy i sutków (w odróżnieniu od suk - guzy takie u kotek nie kastrowanych są bardzo częste i w przeważającej większości złośliwe), a także ropomaciczu.

Kocur stanie się spokojniejszy, a jeśli wychodzi na dwór - prawdopodobnie nie będzie się wdawał w ciągłe bójki (najczęstsze źródło zakażeń śmiertelnymi chorobami wirusowymi, np. FIV) i nie będzie się wałęsał.
Przyjmuje się że wykastrowane koty żyją ok. 3 lat dłużej niż ich płodni kuzyni. Głownie z powodu ograniczenia występowania chorób jak i zmniejszenie skłonności do włóczęgostwa wśród kotów.
Ludzie często stawiają koty na równi z ludźmi w tej kwestii - uważając że skoro ludzi się nie kastruje, to krzywdą jest to także dla zwierząt.

Po pierwsze - coraz częściej, mimo iż w Polsce jest to wciąż nielegalne z niewiadomego powodu - kobiety i mężczyźni poddają się zabiegom sterylizacji - z zupełną świadomością. Ponieważ nie chcą mieć dzieci, z różnych powodów - emocjonalnych, zdrowotnych czy innych.
Ze względu na różnice w cyklu hormonalnym - ludzi czyni się bezpłodnymi przez podwiązanie nasieniowodów u mężczyzn i jajowodów u kobiety.
Wycięcie jajników lub macicy niesie ze sobą poważne komplikacje zdrowotne oraz często psychiczne.
U kotek takie komplikacje niosłoby pozostawienie tych organów przy jednoczesnym podwiązaniu właśnie jajowodów. Zwierzę nie tylko że nadal cierpiałoby z powodu niezaspokojonego popędu a kocury nadal by znaczyły - to w przypadku gdyby taka bezpłodna kotka miała możliwość być kryta - cierpiałaby na poważne zaburzenia hormonalne z powodu nie zachodzenia w ciąże mimo pokrycia. Często takie coś kończy się ropomaciczem.

Ciekawostką jest także fakt iż zdarza się że kotki po takim zabiegu - po pewnym czasie mogą odzyskać płodność... Rzadko - ale zdarza się.

Ponadto kotka która ma ruje nie zakończone ciążą też jest narażona na zaburzenia hormonalne.
Podobnie jak ta której ruję likwiduje się preparatami hormonalnymi - podawanymi w końskiej dawce - a tak właśnie wygląda antykoncepcja hormonalna u kotek. Kobieta stosująca taką antykoncepcję bierze jedną tabletkę dziennie. Kotka dostaje taką która ma jej wystarczyć na tydzień lub co gorsza - dostaje zastrzyk z dawką hormonów które rozkładają się i zużywają przez kilka miesięcy! Czyli w dzień po zastrzyku w jej organizmie znajduje się ogromna ilość hormonów.

Po drugie

- czasem uważa się że kastracja jest niezgodna z naturą zwierzęcia.
Niezgodne z tą naturą jest w ogóle uniemożliwianie kontaktów seksualnych kotom, ale równie niezgodne z naturą jest jakiekolwiek leczenie chorego zwierzęcia czy choćby jego szczepienie! A przecież gdy nasz pupil zachoruje - jeśli jesteśmy normalnymi ludźmi - to nie będziemy patrzyli jak kona pod szafą tylko pojedziemy do lekarza, prawda?
Natura czasem jest okrutna.
Stworzyła koty w taki sposób że kocica gdy tylko dorośnie - od razu zaczyna rodzić. Eksploatuje się maksymalnie podczas wychowywania młodych a gdy tylko podrosną - odstawia je i ponownie zachodzi w ciążę. Trwa to jakieś 3 lata, po tym czasie kocica jest już fizycznym wrakiem i ginie. Z powodu chorób, wycieńczenia - zwykle nie przeżywa zimy. Podobnie jest z kociętami - jeśli ich matka jest na tyle niezaradna lub ma pecha i nie jest w stanie ich wyżywić - to zginą.
Kocury mają troszkę łatwiejsze życie.
Ale też nie do końca. Spędzają czas na walkach w których odnoszą często poważne kontuzje uniemożliwiające im zdobywanie pożywienia a koty bardzo szybko giną z głodu i odwodnienia. Pogryzienia w wyniku walk są często przyczyną zarażenia się groźnymi chorobami. Ogłupiałe z powodu ruj u kotek kocury bardzo często padają ofiarą wypadków.
Często jako argument przeciwko kastracji podaje się fakt iż zwierzę jest wtedy okaleczone, nieszczęśliwe. Kot nie ma świadomości co to jest macica, jajniki czy jądra.
Organy te w naturze determinują w znacznym stopniu jego zachowanie - kotka albo jest w ciąży albo właśnie wychowuje młode - kocur spędza czas na walkach. Jednakże w dzisiejszych czasach już nic nie wygląda tak jak kiedyś - praktycznie nie ma czegoś takiego jak naturalne środowisko kotów, chyba że gdzieś na wsiach - jeśli człowiek się do tego nie wtrąca np. topiąc kocięta....
Ale czy nawet tam, patrząc na to z humanitarnego punktu widzenia - jest to etyczne (nie mówię o topieniu, bo to świadczy co najwyżej o całkowitym zwyrodnieniu sprawcy)?
Eksploatowanie się do wycieńczenia kotki, śmierć kociąt? Tym bardziej że nasz klimat nie jest idealny dla kotów - kotka ma w sumie szansę wychować zaledwie jeden miot - wiosenny.
Pozostałe prawdopodobnie zginą ale zanim to się stanie kocica będzie się do ostatniego żyjącego kociaka starała je uratować - eksploatując swój organizm ponad wszelką normę.
Mimo to wolnożyjące kocice rodzą co najmniej dwa razy do roku, a często częściej - co jest zupełnie bez sensu z punktu widzenia dobra gatunku czy naturalnego zachowania. Z osłabionej kotki urodzą się osłabione kocięta, które nawet nie zostaną dobrze przysposobione do życia zanim nie pojawi się kolejny miot.
A wystarczy prosty zabieg by kocica mogła tak po prostu cieszyć się życiem... Polować, wygrzewać się na słońcu... Pamiętajmy że kobieta, zgodnie z naturą też powinna od momentu osiągnięcia dojrzałości rodzić dzieci, jedno za drugim, póki tylko będzie w stanie, fizycznie - gdy już nie będzie do tego zdolna - powinna umrzeć. A jednak stosujemy środki antykoncepcyjne, aby móc cieszyć się tą dziedziną życia człowieka jaką jest bliskość fizyczna.
Kotki mają inny cykl hormonalny, a poza tym akt płciowy ma u nich na celu tylko poczęcie potomstwa - nie jest oznaką bliskości z innym kotem. Wykastrowana kotka lub kocur po prostu nie czują "zewu natury" a jednocześnie nie ponoszą tego konsekwencji - w wyniku kastracji eliminuje się wiele chorób i niebezpieczeństw dotykających zwierzęta nie wykastrowane. Nadal, już niemalże w formie mitów krążą opowieści jak to kot wykastrowany traci całą osobowość i chęć do życia. Ja takie opowieści wkładam do szuflady w której już leża inne, np. że koty wysysają oddechy i duszą ogonami oraz podgryzają grdyki.

Osobowość kota i jego charakter, podobnie jak u ludzi, nie znajduje się w jądrach i jajnikach. To cecha wrodzona, mająca swoje miejsce w mózgu a nie w organach płciowych.
Owszem, zaburzenia hormonalne mogą się przyczynić do zmian zachowania - ale jest to stan patologiczny. Poza tym - tylko ludzie mają świadomość swojej płciowości i bardzo ważna jest dla nich atrakcyjność dla płci przeciwnej - wiele kobiet wpada w depresje po zabiegach usunięcia macicy - ale nie dlatego że coś im fizycznie dolega. Tutaj winna jest psychika.
Gdyby taka kobieta nie wiedziała że już nie ma macicy i nie wiązałyby się z tym problemy hormonalne - żyła by jak zawsze. Tyle że u ludzi po takich zabiegach pojawiają się poważne zaburzenia hormonalne - ze względu na specyficzny cykl - co wymaga podawania leków.
U kotek jest inaczej - one cykl płciowy mają całkiem odmienny. Przypuszczam że opowieści te mogą mieć swoje źródło w fakcie iż wiele kotów po kastracji wycisza się.
Ale tylko dlatego że nie są już wiecznie podminowane krążącym we krwi nadmiarem hormonów płciowych które im każą robić wszystko by doszło do poczęcia kolejnych kociąt. A to że kot miota się w sobie bo chciałby ale nie może - wcale nie oznacza że jest znowu taki pełen temperamentu i szczęśliwy.

Kotki najlepiej jest poddać kastracji po pierwszej rui, a więc w wieku ok. 6 miesięcy lub starsze.
Niektórzy lekarze zalecają kastrowanie zwierząt przed pierwszą rują, ale nie jestem do tego przekonana, podobnie jak reszta weterynarzy. Kotka wtedy jeszcze nie jest w pełni rozwinięta fizycznie, jest także mała - co utrudnia przeprowadzenie zabiegu.
Oczywiście im wcześniej to zrobimy tym szybciej pozbędziemy się ryzyka niechcianej ciąży i wystąpienia chorób.


Gdy zdecydujemy się na kastrację naszego kota a mamy swojego stałego lekarza lub szukamy takiego który ma go operować - porozmawiajmy z nim o narkozie która będzie użyta do zabiegu.
Są bowiem narkozy lepsze i gorsze. Te drugie oczywiście - tańsze. Jednak uważam że w takiej sytuacji nie ma co oszczędzać, tym bardziej że koszt narkozy jest jedynie małą częścią ogólnych kosztów zabiegu.

Podczas rozmowy z lekarzem dowiedzmy się również ile osób będzie przy zabiegu. Jeśli lekarz powie że tylko on - nie zgódźmy się na to.
Operujący lekarz nie ma możliwości obserwowania czy kotka oddycha - chyba że zwierzę jest podłączone do monitora. Asysta jest konieczna.
W przypadku zaniku oddechu bardzo ważna jest szybka ingerencja - a to jest baaardzo utrudnione w sytuacji gdy lekarz akurat jest zaaferowany operacją.
Asystentem nie musi być inny lekarz - to może być nawet (jeśli jest taka konieczność) właściciel zwierzęcia jeśli jest pewien że nie będzie stwarzał problemów w czasie operacji. Chodzi po prostu o osobę która przez cały czas operacji będzie kontrolowała czy kot oddycha.
Oczywiście ideałem byłoby operowanie kota w miejscu gdzie zwierzę jest przez cały czas zabiegu podłączone do monitora pokazującego pracę serca.

Gdy już zdecydujemy się na lekarza i będzie ustalany termin zabiegu - umówmy się kilka dni wcześniej na badania kota. Ideałem jest zbadać mu krew (morfologia, kreatynina, mocznik i enzymy wątrobowe), mocz i wykonać EKG. Oczywiście - nie zawsze jest to możliwe - choćby z powodu trudności z dostępem do tego rodzaju diagnostyki.
Jednak osłuchanie serca i płuc kota, oraz wykonanie badań krwi - jest bardzo ważne.
W ogóle takie profilaktyczne badanie jest potrzebne - ale przed operacją to już w ogóle - pozwala wykryć problemy z nerkami lub wątrobą (w przypadku ich niewydolności zwierzę może mieć duże problemy z pozbyciem się narkozy z krwi, nie mówiąc o potrzebie znajomości tego faktu do rozpoczęcia leczenia zwierzęcia ) lub np. pozwala stwierdzić czy kot nie ma problemów z krzepliwością krwi.
Osłuchanie serca daje przynajmniej przybliżony obraz jego stanu - umożliwia wykrycie poważniejszych wad tego organu - co czasem może nie dawać jeszcze objawów ale być przyczyną śmierci kota na stole operacyjnym.

Poprośmy również lekarza o numer telefonu - żeby w razie jakichkolwiek wątpliwości móc się z nim skontaktować. To bardzo ważne! Na wszelki wypadek - jeśli istnieje taka możliwość - zapiszmy sobie jeszcze dodatkowo numer tel. innego weta lub lepiej - pogotowia wet. lub lekarza który wyjeżdża na wizyty domowe.

Na 12 godzin przed operacją nie podajemy kotce żadnego jedzenia, zapewniając jednak nieograniczony dostęp do wody.
W gabinecie lekarskim weterynarz poda jej w zastrzyku narkozę, po której spokojnie zaśnie.
Sama operacja polega na usunięciu jajników i macicy. W zależności od preferencji lekarza nacięcie dł. ok. 4 cm. (czasem mniejsze) będzie wykonane na brzuchu lub z boku.
Niektórzy lekarze oddają zwierzę już kompletnie wybudzone, inni takie jeszcze senne i odurzone.
Jeśli jest to nasza pierwsza kastracja lub nie czujemy się na siłach przejść sami w domowym zaciszu przez ten najgorszy czas wybudzania, lub boimy się powikłań z którymi możemy sobie nie poradzić - poprośmy by kotka mogła posiedzieć w gabinecie do czasu zupełnego wybudzenia.
Nie należy nalegać w przypadku kastracji kotki na podawanie narkozy z wybudzaczem.
Zwykła narkoza działa jako swoisty środek znieczulający a na dodatek - kotka po niej szybko się męczy i po operacji najczęściej po prostu śpi, co jest najlepsze w tej sytuacji.
Przy podaniu narkozy z wybudzaczem kotka, owszem, błyskawicznie dojdzie do siebie, ale to będzie oznaczało że będzie od razu chciała się normalnie poruszać, będzie aktywna a co za tym idzie - będzie cierpiała ból oraz narażała się na kontuzje. Z tego też powodu nie należy nalegać na lekarza by podał kotu leki przeciwbólowe - nie są one wskazane - przynajmniej tuż po operacji.
Jeśli kot już po zupełnym wybudzeniu się nadal okazuje cierpienie, nie chce chodzić, jest obolałe - wtedy dopiero należy mu podać leki przeciwbólowe.

Po przyniesieniu małego pacjenta do domu należy ułożyć go w bezpiecznym, ciepłym miejscu, najlepiej jeszcze dodatkowo przykrywając kocykiem - koty po operacjach bardzo łatwo się wychładzają. Nam pozostaje tylko obserwacja czy kot oddycha normalnie.

W przypadku zakłóceń oddechu należy natychmiast skontaktować się z lekarzem!!!
Gdy zauważymy że kot przestał oddychać - nie panikujmy! - należy od razu przystąpić do akcji ratunkowej - która jest dosyć prosta - po prostu należy za wszelką cenę starać się obudzić kota. Podnosić go na łapy, potrząsać nim, pozapalać światła, włączyć głośną muzykę - zapewnić kotu maksymalną ilość bodźców - ale przede wszystkim należy starać się go wybudzić fizycznie - przez podnoszenie, potrząsanie. Jeśli zrobi się to wystarczająco szybko - kot bez problemu się wybudzi i zacznie sam oddychać.
Jeśli jednak w ciągu kilkudziesięciu sekund nie uda nam się kota obudzić - należy przystąpić do reanimacji. Zamykamy koci pysk, wcześniej wysuwając język poza zęby. Pyszczek owijamy dłońmi i powoli wdmuchujemy powietrze przez nos kota. Uwaga! Lepiej żeby tego powietrza było mniej niż więcej - klatka piersiowa kota powinna się lekko unosić. Po 5 takich oddechach - zaczynamy znowu kota budzić.
Jeśli jest z nami druga osoba - powinna od razu skontaktować się z najbliższym lekarzem i ściągnąć go do domu. Jeśli tylko serce kota bije - takim sztucznym oddychaniem powtarzanym co kilkanaście sekund lub stałym - możemy zwierzę spokojnie przetrzymać do czasu przyjazdu lekarza. Ważne jest by nie doszło do niedotlenienia.
Dlatego właśnie nie wolno kota po żadnej operacji (nawet po usuwaniu kamienia nazębnego) pozostawiać samemu sobie - najlepiej położyć się obok niego i obserwować czy wszystko jest ok. Na szczęście wszelkie powikłania pooperacyjne zdarzają się bardzo rzadko. Piszę o bezdechu pooperacyjnym na wszelki wypadek - warto przygotować się na wszystko i wiedzieć co może się wydarzyć.

Rodzaj użytej narkozy ma wpływ na szybkość powracania kotki do przytomności. Moja najstarsza kotka oprzytomniała do końca dopiero po kilkunastu godzinach, przesypiając najgorszy czas po operacji. Po prostu obudziła się nad ranem całkiem sprawna i bez oznak bólu.
Trzeciego dnia skakała po szafkach i meblach jak zawsze. Gaja była prawie przytomna już z chwilą powrotu do domu - później weszła pod kołdrę i spała ze mną do rana.
Kiedy to przeciągnęła się i potruchtała do kuchni na śniadanie.
Jednak reakcje bywają bardzo różne - zależą od organizmu kotki i narkozy. Zdarza się czasem że wybudzanie wygląda dosyć dramatycznie.
W takim przypadku zwierzę drży, miota się i nie może ustać na nogach. Mogą wystąpić wymioty. Jest to trochę przykry widok, jednak z każdą minutą następuje poprawa koordynacji ruchowej i wkrótce kotka może ustać o własnych siłach.
Powrót do poprzedniej kondycji następuje bardzo szybko, i często już na następny dzień nie widać żadnych śladów niedomagania z poprzedniego dnia.
Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych skłonności organizmu, na tę samą narkozę różne koty różnie reagują. Dlatego nie należy martwić się gdy np. jeszcze na drugi dzień zwierzę jest senne i osowiałe, mimo iż kotka znajomej operowana u tego samego lekarza już w pierwszy dzień była całkiem przytomna.
W razie wątpliwości zawsze można zadzwonić do lecznicy i poradzić się weterynarza.
Ważne jest by kotkę która się wybudza zabezpieczyć przed wypadkami. Ona nie zdaje sobie sprawy że teraz nie może już wskoczyć z wdziękiem na krzesło lub za wersalkę. Na dodatek może obijać się o ściany. Dlatego należy towarzyszyć takiemu kotu na każdym kroku i pilnować.

Wiele osób popełnia błąd - starając się na siłę ograniczyć ruchliwość kotki przytrzymując ją.
Nie powinno się tego robić. Kocica w takiej sytuacji miota się, wyrywa. A to może jej bardzo zagrozić - np. rozerwaniem rany. Jeśli chce chodzić - niech chodzi. My tylko pilnujmy jej, a gdy np. zbliża się do ściany lub wersalki - po prostu ja zawróćmy.
Prawdopodobnie będzie szła tam gdzie ją skierujemy a po krótkim czasie zmęczy się i zaśnie.
Często kotki pod wpływem narkozy moczą się. Należy o tym pamiętać i mieć pod ręką jakiś ręcznik do wytarcia kocicy. Jeśli kotka spokojnie śpi - można pod nią podłożyć kawałek folii przykrytej materiałem - zabezpieczy to nasz dywan lub koc.

Niektórzy zalecają stosowanie kubraczków w celu zabezpieczenia rany pooperacyjnej.

Ja jestem im przeciwna - no chyba że istnieją naprawdę bardzo ważne wskazania
. Zazwyczaj kubraczki są źle uszyte, niedopasowane do kota. Poza tym same też ciągle drażnią ranę dodatkowo nie dopuszczając do niej odpowiedniej ilości świeżego powietrza. Ale ich największą wadą jest to że stanowią wielki dyskomfort dla większości kotów.
Kotka nie chce w tym chodzić, leży na ziemi i jest bardzo nieszczęśliwa. Owszem - szwów sobie nie wyciągnie, ale co z tego?
Albo ciągle czuje się jak baleron, albo cały czas próbuje się z niego wyzwolić narażając się na ryzyko uwięźnięcia łapy podczas takich prób.
Istnieje jeszcze trzecia możliwość - kotka cały ten czas leży i nic nie robi....
Jeśli już musimy ubrać kocicę w kubrak - kupmy go wcześniej i dokładnie przymierzmy jeszcze przed operacją - żeby nie zaistniała taka sytuacja gdy już po zabiegu okaże się że kotka ledwo może w nim oddychać.

Znacznie lepsze doświadczenia mam z kołnierzami.

 Istnieją też szwy wewnętrzne - niedostępne dla kota. Jest też specjalny szew którego niestety część lekarzy po prostu nie zna. Jest on robiony nie nicią ale specjalną żyłką wiązaną w specyficzny sposób. Kot nie może się lizać bo go ta żyłka drapie i kłuje w język ;).
Żadna z kotek które były u mnie kastrowane (moje i te dla których szukałam domu) nie miała zakładanego kubraczka.
Żadna też nie uszkodziła sobie rany. Przy odrobinie zainteresowania i uwagi z naszej strony, oraz przy pomocy weta który założy właściwy szew - kotka ma szansę spokojnie przeczekać ten trudny okres po operacji.
Gdy kotka interesuje się raną - załóżmy jej przygotowany wcześniej kołnierz. Dobre samopoczucie psychiczne jest bardzo ważne przy rekonwalescencji - a trudno o to gdy kocica jest skrępowana i nie chce się ruszać.
Kołnierz też należy zakupić jeszcze przed zabiegiem i dokładnie przymierzyć - tak żeby nie utrudniał kotu ruchów i normalnego funkcjonowania, ale i zabezpieczał skutecznie przed jego zakusami w kierunku rany.
Na szczęście wiele kołnierzy dla kotów ma regulację. Ideałem byłoby zakładać taki kołnierz kotu już na kilka dni przed zabiegiem - na parę minut a zdjęcie nagradzać smakołykiem - żeby się przyzwyczaił.

Szwy ściąga się po 8-9 dniach, chyba że były zastosowane nici biologiczne - rozpuszczające się, ale to już powie nam lekarz.
W międzyczasie należy pozwalać kotce na wszelką aktywność poza wysokimi skokami i zeskokami. Tego należy całkowicie unikać.
Kotka może nie zdawać sobie sprawy że w momencie skoku poczuje bardzo silny i ostry ból - co może skończyć się dotkliwym upadkiem. Upadek lub zeskok - może spowodować powstanie przepukliny pooperacyjnej.

Kocury kastruje się w trochę późniejszym wieku, gdy zaczynają już znaczyć.
Najlepszy wiek to ok. 8-9 miesięcy - do roku. Wszystkie czynności przed i pooperacyjne wyglądają tak samo jak u kotek. Jedynie sam przebieg operacji wygląda inaczej.
W przypadku kocura jest to raczej zabieg. Jądra zostają usunięte poprzez dwa małe nacięcia wykonane w mosznie.
Wszystko trwa zaledwie kilka minut. Stosuje się też słabszą narkozę, tak więc kot o wiele szybciej dochodzi do siebie.
Jeśli wet poda narkozę z wybudzaczem - możliwe jest że kot na własnych łapach wejdzie do domu i od razu poleci do miseczki z jedzeniem :) W przeciwieństwie do kotek - kocurowi nawet wskazane jest podawanie takiej narkozy i warto się o nią upomnieć przed kastracją.
W przypadku samców nie ma potrzeby żeby kot po zabiegu spał - ranki są na tyle małe że często nawet nie zakłada się szwów (tak naprawdę to ich zakładanie jest błedem, prowokuje kota do lizania, interesowania się miejscem nacięcia) - a pusta moszna szybko się obkurcza. Im kot szybciej wróci do formy - tym lepiej.

Każdy zabieg operacyjny jest obciążony pewnym ryzykiem - również kastracja.
Oto na co należy zwrócić uwagę po przyniesieniu operowanego kota do domu i przez pierwsze kilka dni:

Pierwszego dnia:

  • czy kot oddycha równo i miarowo. Może mieć oddech przyspieszony lub troszkę wolniejszy - ważne jest czy nie ma przerw lub szybko następujących po sobie oddechów a później kilku wolnych. W takiej sytuacji - jeśli trwa to jakiś czas, należy jak najszybciej skontaktować się z lekarzem.
  • czy z rany nie wypływa świeża krew - może to oznaczać krwotok. Może pojawić się kropla lub dwie surowiczego płynu zabarwionego krwią - to nie jest niepokojące. Jeśli jednak jest tego dużo lub widać czystą krew - wymaga to szybkiego kontaktu z lekarzem.
  • kot pod wpływem narkozy musi mieć ciepło. Jeśli leży na podłodze (najbezpieczniejsze dla niego miejsce) to na jakimś kocu i przykryty a w pokoju powinno być ciepło - ze szczególnym uwzględnieniem podłogi. Gdy mimo to przez długi czas kot jest półprzytomny i czujemy wyraźnie że jest zimny - skontaktujmy się z lekarzem - być może trzeba będzie kota szybko wybudzić.
  • kot po przyniesieniu do domu powinien być już choćby częściowo przytomny. Jeśli był, nawet chodził a nagle widzimy że robi się wyraźnie słabszy lub traci przytomność i nie daje się obudzić, ciężko oddycha, sapie - należy na niego zwrócić uwagę. Jeśli po odpoczynku ten stan nie minie - również zadzwońmy do lekarza.
  • kot po operacji może wymiotować, moczyć się pod siebie - to jest normalne i nie powinno budzić niepokoju.

W ciągu kolejnych 5 dni:
  • zwracajmy uwagę na to czy kot zupełnie wrócił do siebie. 2 doby po operacji nie powinien mieć już żadnych zaburzeń równowagi ani poruszania się. Może być obolały - to oczywiste choć wcale tak często się nie zdarza. Ale iść powinien zupełnie normalnie - nie zataczając się ani nie przewracając
  • zaobserwujmy czy ranka wygląda ładnie - nie powinna być obrzęknięta, zaczerwienienie może się pojawić na krótko ale tylko minimalne i punktowe, ale najlepiej żeby go w ogóle nie było. Z rany nie powinno nic wypływać, nie może mieć ona brzydkiego zapachu.
  • obserwujmy jak czuje się kot - czy ma apetyt, czy pije normalnie, czy nie jest osowiały i nie ma podwyższonej temperatury - nic z tych rzeczy nie powinno mieć miejsca.

Nie piszę o tych możliwych powikłaniach po to żeby kogoś straszyć. Moim celem jest by właściciel kota wiedział czego może się spodziewać i umiał w takiej sytuacji właściwie zareagować. Żeby nie panikował jeśli nie zachodzi ku temu potrzeba, ale i żeby nie zlekceważył możliwego niebezpieczeństwa. Właściwa i szybka reakcja zazwyczaj wystarcza do zażegnania problemów.
Które zresztą wcale nie zdarzają się tak często :)
Zdrowe, w dobrej kondycji koty - zazwyczaj doskonale znoszą zabiegi operacyjne i szybko wracają do pełnej formy.

Mity i stereotypy o kotach



Koty są fałszywe
Mit - jakich mało. Niewiele jest chyba zwierząt które tak jasno i bezpośrednio mówią co czują, nie ukrywając swoich uczuć.
Tylko oczywiście trzeba wykazać troszkę dobrej woli żeby zrozumieć znaki które daje nam kot.

Trzeba też mieć choć minimalną wiedzę na temat kotów i umieć zrozumieć np. nagłą agresję niewykastrowanego kocura i traktować ją jako wynik zaburzeń hormonalnych nad którymi kot nie panuje a nie fałszywość.
Powinniśmy mieć świadomość że kot silnie zdenerwowany, przestraszony lub obolały może nie zapanować nad emocjami i po prostu ugryźć. Jednak nie jest to wynik jego złej woli ani fałszywości.
Koty są złośliwe
Kolejny, bardzo krzywdzący dla kotów mit wynikający jedynie z nieznajomości charakterów tych zwierząt. Większość aktów "złośliwości" jakie popełniają koty wynikają tylko i wyłącznie z nudy. Koty siedzące same cały dzień w mieszkaniu - potwornie się nudzą.
Mogą w końcu, gdy stan ten trwa zbyt długo - albo wpaść w depresję albo próbować walczyć o zainteresowanie człowieka. Często ta walka przybiera jedyną możliwą formę - choćby za cenę późniejszej kary.
Kot zwraca uwagę człowieka na siebie niszcząc coś, zrzucając, demonstracyjnie hałasując. No a człowiek, dla własnej wygody - uznaje to za kocią złośliwość.
Nie przyjdzie mu na myśl że zwierzę po prostu koszmarnie się nudzi i bardzo z tego powodu cierpi... Albo przyjdzie - tylko nie chce mu się nic z tym robić - znacznie łatwiej jest zrzucić cała winę na "niewdzięcznego" kota.
Kot śmierdzą
Ten mit może mieć realne podstawy. Gdy ktoś wejdzie do mieszkania w który mieszka niekastrowany kocur - to czasem trudno go później przekonać że to wcale nie jest norma... Podobnie jest gdy ktoś nie dba o czystość w kuwetach lub ma zbyt dużą ilość kotów - a te w stresie zaczynają oddawać mocz po kątach.
To są jedyne przypadki w których mieszkanie z kotami może wiązać się z nieprzyjemnym zapachem.
Jednakże to nie koty są temu winne - a człowiek po prostu nie dba o czystość lub nie wykastrował znaczącego już kocura.
W normalnych mieszkaniach, nawet gdy mieszka w nich kilka kotów - ich zapach jest absolutnie nie wyczuwalny. Obecnie dostępne są specjalne żwirki dla kotów, w szerokiej gamie rodzajów, cen i typów. Dzięki nim zachowanie czystości w kociej kuwecie jest dziecinnie proste.
Same koty niezwykle dbają o własną czystość - często nawet ciężko chore robią wszystko żeby choć częściowo się umyć.
Nawet nigdy nie kąpane koty - pachną bardzo ładnie i przyjemnie.
Koty roznoszą choroby
Ten mit jest już bardzo stary - ale nie wiadomo skąd w sumie się wziął. Przecież w dawnych czasach koty były jedynymi sprzymierzeńcami człowieka w walce z myszami i szczurami - głównymi roznosicielami zaraz wszelakich.
Owszem - człowiek może zarazić się paroma chorobami od kota - ale nie większą ilością niż od psa - a raczej niemal tymi samymi.
I poza wścieklizną - zazwyczaj są to choroby niegroźne i łatwo wyleczalne. Ponadto zwykle od razu widać że chory kot jest chory.
Wystarczy odrobina ostrożności w odniesieniu do obcego kota który nie wygląda zdrowo.
Cały czas krąży przerażająca informacja że od kotów można zarazić się toxoplazmozą.
Mało kto jednak mówi że głównym źródłem zakażeń jest surowe mięso - a także niemyte warzywa, owoce, praca w ziemi.
I że większość Polaków toxoplazmozę już przechorowała (nawet o tym nie wiedząc) - nabywszy tym samym na nią odporność.
Zadbany, odrobaczany kot nie jest dla człowieka żadnym zagrożeniem.
Czarne koty przynoszą pecha
Cóż - powinnam już nie żyć - mając fajnego czarnego kocurka w domu :)
O dziwo żyję i mam się doskonale :)
Mit ten pochodzi najpewniej z dawnych czasów, gdy wioskowe czarownice, aby dodać sobie tajemniczości - posiadały czarne koty. I w ten sposób ten kolor sierści kociej zaczął kojarzyć się z czymś niepokojącym, nieznanym, magicznym, klątwami.

A tak naprawdę czarny kolor sierści jest pechowy - ale dla jej właściciela. Czarne koty są często przeganiane, tępione, wszelkiej maści sataniści i inni osobnicy z zaburzeniami różnego rodzaju uważają właśnie czarne koty za najlepsze do swoich "obrzędów".
Koty duszą noworodki
W przypadku posiadania kota w domu w którym jest niemowlę należy przez pierwsze kilka dni dokładnie pilnować jak zachowuje się kot. Większość tych zwierząt wykazuje się ogromną troskliwością i opiekuńczością oraz wyczuciem w stosunku do dziecka.
Wiele kotów chce również "ogrzać" dziecko - i mogą się na nim układać w tym celu. W przypadku maleńkiego niemowlęcia taka kocia troska może faktycznie być niewskazana - i dlatego konieczny jest nadzór. Gdy jednak widzimy że kot układa się obok maleństwa - nie ma obaw :)
Tym bardziej że kocie ciepło, mruczenie - doskonale wpływa na spokój ludzkiego dziecka i jego rozwój.
Koty muszą pić mleko
Wcale nie muszą, a wręcz nie powinny. Mleko nie jest im do niczego potrzebne, a wiele kotów dorastając - traci zdolność jego trawienia i to owocuje biegunkami, wzdęciami.
Jeśli kot nie ma takich problemów - oczywiście czasem może dostać trochę mleka jako przysmak - ale nie jest to żadną regułą i nie powinno być tak że mleko zastępuje kotu wodę - chyba że kot faktycznie bardzo mało wody pije i mlekiem mu się uzupełnia ilość płynów.
Wiele kotów wiejskich i wolnożyjących przypłaciło życiem dobre chęci człowieka który dawał kotu mleko którego ten nie potrafił strawić i miał po nim biegunkę. Ciągły problem z trawieniem powodował duże niedobory, osłabienie - a co za tym idzie - śmierć.


Koty są samotnikami
Mit który w sumie nie wiadomo skąd się wziął - prawdopodobnie z odwiecznego porównywania kotów z psami. To że koty nie polują w stadach - nie oznacza że są samotnikami i inni przedstawiciele ich gatunku są im do życia niepotrzebni.
Wystarczy poobserwować kilka kotów mieszkających pod jednym dachem lub na jednym terenie.
Pomiędzy poszczególnymi zwierzętami zachodzi bardzo wiele różnych reakcji i emocji. Niektóre koty bardzo się lubią i przy każdej okazji okazują sobie czułość.
Inne - po prostu się tolerują, a jeszcze inne - zupełnie nie akceptują lub dążą do dominacji.
Zdarzają się również sytuacje gdy jeden kot pędzi na pomoc drugiemu - ryzykując często własne życie. Nasza Bunia, kotka która już niestety nie żyje - w sytuacji gdy dwa inne koty zaczynały się awanturować - odczekiwała chwilę i gdy uznawała że wystarczy lub że słabszy kot przegrywa - ingerowała bardzo skutecznie - dając w pysk agresorowi :) Takie skomplikowane zachowania społeczne nie zachodzą u zwierząt prowadzących samotniczy tryb życia!